Józefa, lat 77, grupa krwi "O", okolice Szczecina
W połowie grudnia 2003 roku rozpoznano guz piersi dający przerzuty odległe do wątroby.
Wyrok brzmiał: "To kwestia sześciu tygodni".
Została wypisana do domu ponieważ lekarze nie dawali żadnych szans na poprawę stanu chorej, a już w żadnym razie nie brali pod uwagę ewentualnego powrotu do zdrowia. Nie zaproponowano żadnej terapii ani leków, jedynie na złagodzenie bólu kiedy będzie już bardzo źle.
Do naturalnych preparatów Calivita Int. rodzina dotarła bardzo szybko.
Zaproponowane dawki to:
Polinesian Noni (5 x 30 ml),
C-500 (3x3),
Mega Protect 4 Life (3x1),
Super Soya Lecithin (3 x 2),
Liver Aid (1x1),
Spirulina Max (2x1) i
AC-Zymes (3x2).
Badanie kontrolne wykonane po sześciu miesiącach potwierdziło całkowite cofnięcie ognisk przerzutowych i zmniejszenie pierwotnego guza z 4,5 do 2 cm.
W czerwcu do kuracji włączono dodatkowo
ImmunAid w dawce 2400 mg (czyli 3 x 2 kaps).
Pani Józefa odzyskała doskonałe samopoczucie, codziennie samodzielnie spaceruje pokonując spore odległości. Trzy razy w tygodniu przygotowuje posiłki dla całej rodziny, a dla przyjaciółek urządziła niedawno przyjęcie z okazji - jak żartuje - odesłania ją z kwitkiem przez św. Piotra.
=============================================================Ponad rok temu wykryto u mnie złośliwego guza piersi. Choroba postępowała bardzo szybko. Musiałam przechodzić koszmary. Najpierw mastektomia, później chemio- i radioterapia. Piszę "koszmary" bo to co przeżywałam niewiele miało wspólnego z normalnym życiem.
W trakcie chemii schudłam 11 kg. Jedzenie czegokolwiek w jakiejkolwiek postaci było po prostu niemożliwe. Po radioterapii było jeszcze gorzej. Po dwóch naświetlaniach, lekarz powiedział, że jest mu przykro, ale mój przypadek, nie rokuje wyleczenia, więc kurację trzeba zakończyć.
Zostałam odesłana "z kwitkiem".
Nie wiem co wydarzyło się podczas naświetlań, ale efekt terapii był taki, że nie byłam w stanie samodzielnie się poruszać. Ponieważ ból był ogromny (nie wiadomo dlaczego bolało mnie wszystko, najbardziej nogi i kręgosłup), odległość między sypialnią a łazienką wydawała się nie do przebycia. Starałam się bardzo niewiele jeść i przyjmować minimalną ilość płynów. Pierwszy tydzień przepłakałam. Każdy kolejny dzień był gorszy od poprzedniego. Przede mną była jakaś otchłań, czarna dziura i nic więcej. Jeszcze całkiem niedawno, mówiłam sobie, że raka można pokonać, a ja mam tyle rzeczy do zrobienia, więc nie mogę myśleć o poddaniu się.
Po okresie buntu, przyszła depresja. Gorzej już być nie mogło. Nikt chyba nie wierzył w jakikolwiek ratunek.
Ale pojawił się.
Moja przyjaciółka dotarła do informacji o liofilizowanym soku
Polinesian Noni. Tylko dlatego, że wielokrotnie wspierałyśmy się w trudnych chwilach, nie odmówiłam jej. Wykazała wiele zaangażowania w zdobycie go, więc tym bardziej (bez wiary wprawdzie) postanowiłam spróbować (5 x 30 ml).
Efekt był zdumiewający. Po tygodniu, ku zaskoczeniu mojemu i całej rodziny po raz pierwszy od miesięcy śmiałam się tak jak kiedyś, zaczęłam przesypiać kolejne noce, rano byłam wypoczęta i wreszcie zdolna do logicznego myślenia o swojej ewentualnej przyszłości.
Bardzo szybko dołączyłam
Mega Protect 4 Life , Super CoQ10Plus i C-500.
Od początku kuracji minęły 3 miesiące. Wszystkie dolegliwości bólowe ustąpiły, codziennie wychodzę na długie spacery, wróciłam do swojej poprzedniej wagi, sypiam normalnie, mam dużo energii, w codziennych czynnościach domowych nikim się nie wyręczam i co najważniejsze mam plany na przyszłość.
I jeszcze jedno: nie mogę się doczekać wizyty u mojego doktora. Nie wyznaczył mi terminu,
bo nie spodziewał się mnie już zobaczyć.
===============================================================
Jak wspomagać leczenie nowotworów czytaj tutaj...
===============================================================